Młodzieżowy Dom Kultury w Sopocie

U nas kreatywnie spedzisz czas

Fragmenty prac Laureatów Etapu Literackiego

Prace Laureatów Etapu Literackiego

XXIII Przeglądu Twórczości Dziecięcej i Młodzieżowej

 

Przedstawiamy losowo wybrane prace Laureatów Etapu Literackiego


Antonina Gumienna, lat 12, klasa 5b

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 1 im. Armii Krajowej w Sopocie

Świat idealny-czyli, jaki?

Świat idealny, ale jaki? Świat to pojęcie wieloznaczne. Może to być nasz wewnętrzny, może ten, który nas otacza, środowisko, planeta, kosmos. Każdy z nich jest bardzo ważny.

To jak ma on wyglądać zależy od nas „ludzi dobrej woli”, którzy sprawią, by działy się w nim zwyczajne, dobre rzeczy. Nie musi on być kolorową bajką.

Idealnie byłoby, gdyby na świecie nie wywoływano wojen, ataków zbrojnych. Obecnie, prawie na każdym kontynencie, trwają walki i cierpi przez to wiele niewinnych ludzi. Polityków odpowiedzialnych za złe rządy należy wymienić na „ludzi dobrej woli”, którzy sprawią, że będzie panował pokój. W idealnym świecie nikt nie zabija, nie zajmuje terytorium obcego państwa, nie ma wojny i terroru. Ludzie szanują się, nikt nikim nie gardzi. Są wyrozumiali dla siebie i pomocni. Dbają, aby na tereny, na których brakuje wody i żywności dostarczane było odpowiednie zaopatrzenie. W takim świecie nie ma nie ma głodu. Tam, gdzie nie ma wody społeczeństwo buduje studnie głębinowe, a gdzie brak nauczycieli i lekarzy - szkoły, szpitale. W idealnym świecie ludzie dzielą się swoimi pieniędzmi, wiedzą i pomysłami po to, by powstawały nowe urządzania, np. do ratowania życia, przemieszczania się.

W idealnym świecie mamy również czyste środowisko, o które wszyscy dbają. Bez problemów segregują śmieci, oszczędzają energię. W czystych lasach i wodach żyje wiele roślin i zwierząt. Jest tak, bo ludzie się oto troszczą. Z każdym dniem naukowcy, ekonomiści oraz ekolodzy starają się wynaleźć jak najlepsze i najtańsze sposoby ulepszenia naszego otoczenia. Samochody hybrydowe zastępują te napędzane benzyną lub ropą, ponieważ nie są one przyjazne dla środowiska. Wydzielają niebezpieczne spaliny. Nad miastem unosi się smog, na ulicach tworzą się korki. Przez nie rośnie ryzyko stresu, ludziom podnosi się ciśnienie. Najlepiej byłoby, gdyby nie było osób chorych, niepełnosprawnych. A jeśli już, to uważam, że powinny otrzymywać dofinansowanie od strony państwa na leczenie, terapię i utrzymanie. (…)

Klaudia Socha, lat 11

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 1 im. Armii Krajowej w Sopocie.

,,Opowieść o Sopocie.”

Dawno, dawno temu, gdy nie znano jeszcze komputerów, telewizorów, a nawet telefonów, Sopot był niewielką rybacką osadą. Ubodzy mieszkańcy łowili w naszym morzu przede wszystkim śledzie, dorsze, flądry i srebrzyste szproty. Przejeżdżający przez Sopot, bogaci gdańszczanie śmiali się z biednych rybaków. Drwili z ich ciężkiej i trudnej pracy. Jednak osadnicy nie przejmowali się tym. Wiedzieli, że dzięki nim ludzie w miastach mieli świeże i smaczne ryby. Pewnego, deszczowego dnia, w ubogiej chacie na świat przyszła dziewczynka. Była piękna i delikatna. Wymagała troskliwej, specjalnej opieki. Dorastała wśród ciężko pracujących rybaków. Piękna Amelia, bo tak dano jej na imię, nie mogła pracować. Bardzo jednak chciała zrobić coś dla ukochanego Sopotu. Po długim namyśle postanowiła go upiększyć. Ale od czego zacząć, nie wiedziała. Tyle było rzeczy do zrobienia. Zasadzić drzewa, kwiaty, odnowić pomost rybacki i wiele, wiele innych zadań.

Smutna i przygnębiona usiadła pod starą rozłożystą wierzbą i zaczęła płakać.

Drzewo spytało ją:

- Co ci się stało Amelko?

Odpowiedziała szlochając:

- Tak bardzo chciałam zrobić tyle rzeczy dla kochanego Sopotu, ale nie wiem od czego zacząć.

Po chwili usłyszała ponownie głos wierzby

- Idź za głosem serca, a reszta sama się ułoży. (…)

Maria Pomierska, lat 12, klasa 5

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 1 im. Armii Krajowej w Sopocie.

Moc przyjaźni

Dziś opowiem o mojej 12-letniej przyjaźni z Zosią. Będzie to też historia naszej przyjaźni od początku do chwili obecnej.

Wszystko zaczęło się dzięki naszym mamom, które razem chodziły do szkoły rodzenia, gdzie się poznały. Niedługo potem, 15 kwietnia 2002 roku urodziłam się ja, a 13 dni później na świat przyszła Zosia. Już od samego początku wyglądało tak, jakby ktoś zaplanował nasze spotkanie. Jakiś czas po porodzie moja mama i mama Zosi spotykały się w ich domach, a my w tym czasie bawiłyśmy się. Od samego początku naszej znajomości, było jasne, że będziemy przyjaciółkami. Nawet kiedy byłyśmy małe, nigdy się nie kłóciłyśmy i uwielbiałyśmy spędzać wspólnie czas. Kiedy trochę podrosłyśmy i miałyśmy po 2 lata, do naszej dwójki dołączyły inne koleżanki takie jak Weronika i Oliwia. Kiedy miałam 2 latka po raz pierwszy poszłam na urodziny koleżanki i były to właśnie urodziny Zosi. Były wspaniałe, pamiętam je dobrze. Był nawet magik! Mam sporo zdjęć z tego przyjęcia i bardzo lubię je oglądać, wracając wspomnieniami to tamtych chwil. Tak sobie myślę, że nasze dzieciństwo było fantastyczne, spotykałyśmy się prawie codziennie, chodziłyśmy na plac zabaw, na plażę. Wspólnie uczyłyśmy się poznawać świat i stawiać pierwsze kroki. Moja mama się śmieje, że nawet wspólnie wypadały nam zęby. Od zawsze wszystko robiłyśmy razem i to nas połączyło. Kiedy obie miałyśmy po 6 lat, nasze mamy urodziły nam rodzeństwo. Moja mama urodziła Szymka, a mama Zosi drugą córkę Hanię. Nasze rodzeństwo również się polubiło. Kiedy nasze mamy spotykały się już po drugim porodzie, my pomagałyśmy im przy naszym rodzeństwie. Wtedy też nadszedł czas, że zaczęłyśmy u siebie nocować. To były spotkania pełne przygód. Najpierw się bawiłyśmy, potem jadłyśmy kolację, wieczorem mamy czytały nam książki a potem leżałyśmy w łóżkach i długo rozmawiałyśmy, by następnie wspólnie zasnąć w jednym łóżku. W tym czasie jednym z naszych zainteresowań były laleczki. (…)

Bartosz Bosy, 11 lat, klasa VB

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 1 im. Armii Krajowej w Sopocie

ŚWINKA

Była sobie świnka

Lubiła spać,

Wabiła się Malwinka

I potrafiła głośno się śmiać.

Chodziła na zajęcia

Aby się uczyć,

Nie miała pojęcia

Że Adam będzie chciał jej dokuczyć.

Była bardzo głodna

Zjadła więc banana,

Była jego godna,

Bo znalazła Tarzana.

Kochała swego tatę

Bo dał jej 2 złote,

Więc poszła na karate

Niestety na piechotę.

Po kilku treningach

Nabrała takiej mocy,

odtąd wiedziała,

Że Adam już jej nie podskoczy.

 

 

Ignacy Wyziński

SP nr 8 Sopot

Zwierzęta i ludzie

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być dzikim zwierzęciem, żyjącym w głębokiej puszczy, z dala od swojego domu, swojej rodziny i od tego, co znane i bliskie? Czy umiecie wyobrazić sobie, co czuje bardzo młoda, dwuletnia bobrzyca, która w jednej chwili straciła wszystko, co tak kochała. Chcę wam opowiedzieć moją historię. Mam nadzieję, że choć w niewielkim stopniu wzruszy ona zimne ludzkie serca i pozwoli im zrozumieć, że źle postępują.

Na początku wszystko wyglądało wspaniale. Mieszkałam z rodzicami i rodzeństwem w wygodnym, przytulnym domku. Panowała tu niezwykle miła atmosfera. Wszyscy bardzo się kochaliśmy i zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Co jakiś czas musieliśmy odnawiać nasze żeremie, bo woda i wiatr zrobiły swoje. Dla nas była to jednak przyjemność. Zbieraliśmy patyki, polana, muł i wspólnie zalepialiśmy dziury i ubytki w naszym domu. Czuliśmy się bezpieczni i szczęśliwi. Wydawało się nam, że tak będzie zawsze. Ale nic bardziej mylnego. Któregoś marcowego dnia usłyszeliśmy hałasy, ludzkie głosy i ujadanie psów. To nie był dobry znak. Zrozumiałam, że dzieje się coś złego. To był prawdziwy koszmar. Ludzie zniszczyli nasz dom, wybudowane przez nas tamy, a potem próbowali nas złapać w sieci. Nie rozumiałam, dlaczego nas gonią. Co ja i moi bliscy im zrobiliśmy? Dlaczego nas tak traktują? W tym wielkim zamieszaniu przyświecała mi tylko jedna myśl – Co zrobić, żeby nie dać się złapać? Jednak oni byli sprytniejsi. Złapali mnie w sieci, potem przełożyli do klatki i zapakowali do wielkiego samochodu. Przerażona obserwowałam, jak pojazd oddala się od bobrowiska. Dokąd mnie wiozą? Co teraz ze mną zrobią? Co stało się z moją rodziną? Pewnie nigdy ich nie zobaczę – rozmyślałam przez całą drogę. (…)

Lilia Śleboda

SP  nr 8 Sopot Bursztynowa komnata - opowieść o Sopocie

Po okropnie długim roku  szkolnym spędzonym w Grecji wakacje znów się zaczęły. I znowu pojechałyśmy do Polski, do Babci. My, czyli ja, dziewięcioletnia, niezwykle wysportowana dziewczynka o  imieniu Ania i moja siostra-bliźniaczka, niezwykle inteligentna, o imieniu Zosia. W Polsce mieszkają wszyscy członkowie naszej rodziny oprócz naszych rodziców. Oni mieszkają z nami. Ale zaczęłam pisać pamiętnik, aby opisać w nim przygodę którą przeżyłam razem z Zosią i Lanką, naszym psem.

Rodzice przez ten miesiąc, przez który my byłyśmy u Babci,  zostali w domu, w Grecji. Co prawda w pamiętniku opisałam tylko jeden dzień, ale on też jest ciekawy.

Nasza Babcia mieszka w Sopocie, tuż przy plaży. W związku z tym postanowiłyśmy tam chodzić na spacery z Lanką. Babcia jednak nie zawsze mogła nam towarzyszyć. O ósmej, dwunastej i szesnastej miała specjalne ćwiczenia, a my właśnie w tych godzinach wychodziłyśmy z Lanką.

Piasek zapadał się pod naszymi stopami, gdy tylko stawiałyśmy kroki.

- Ania, może pójdziemy na wydmy? - zapytała Zosia.

W zasadzie to nie były wydmy, tylko wydma i w dodatku dosyć mała. No, ale cóż...

Dobra. - odparłam. (…)

Weronika Brzezicka,

SP nr 8 Sopot

Sześć dni z życia pewnego kota

28 listopada

Nazywam się Borówka.

Uważam, że wcześnie zaczęłam pisać pamiętnik. Mam 7 miesięcy, a moja starsza siostra Bazylia ma już 2 lata i od pół roku pisze taki sam, jak ja, tylko o sobie.

Mama powiedziała mi rano, że dzisiaj pierwszy raz dostanę suchą karmę. Nie mogę się już doczekać, podobno jest pyszna!

Jak zwykle o 7:30 pani Alicja poszła do radia (tam właśnie pracuje), a moja mama Aksamitka poprosiła mnie o posprzątanie  zabawek. Kiedy wreszcie skończyłam sprzątać, zaczęłyśmy z Bazylią bawić się w chowanego. Super zabawa – ja się chowam a ona szuka, lub na odwrót. Znalazłam wspaniałą kryjówkę w koszu na pranie. Bazylia długo nie mogła mnie znaleźć, nawet poprosiła mamę o pomoc. Po kilku minutach znudziło mi się to ukrywanie. Cichutko wyszłam z kosza i dosłownie przeczołgałam się za ich grzbietami.

O, pani Alicja wróciła z pracy!

- No i jak wam minął dzień? – zapytała.

- Miaaauuu! Miaaauuu! Miaaauuu! (co po kociemu znaczy „baarrdzo doobrzee” - taka padła odpowiedź.

Dolała nam wody, dosypała karmy i sprzątnęła kuwetę, a potem powiedziała ziewając:
- Jestem wykończona. Spokojnej nocy. (…)

Tadeusz Strzelczyk

SP nr 8 Sopot

BAJKA O KURZE

Była sobie kura Helena, która mieszkała w kurniku. Składała ona jajka, jadła ziarno, była szczęśliwa.

Jednak pewnego dnia przyjechała ciężarówka, dziwna ciężarówka. Miała on na sobie napis „KFC”. Helena zauważyła jakichś ludzi wychodzących z niej. I wtedy jeden z nich chwycił ją za szyję i zaczął nieść do ciężarówki, wsadził ją do jednej z wielu klatek i zamknął za sobą drzwi. W środku było okropnie ciemno, a kury z innych klatek skakały i gdakały. Siedziała tam kilka godzin, aż w końcu drzwi ciężarówki się otworzyły. Całe szczęście przed bramą do rzeźni udało jej się uciec z klatki i po przebiegnięciu parkingu ukraść ciężarówkę zaparkowaną obok. Jednak kradnąc ciężarówkę pełną kurczaków popełniła zbrodnię, przez co zaczęła ścigać ją policja. Kura była spanikowana. Goniły ją trzy radiowozy, a kiedy wjechała do miasta, zastała blokadę drogową. W panice szarpnęła za kierownicę i wywróciła ciężarówkę. Przez to powstał karambol i inne kury zaczęły uciekać. Kury biegały i gdakały jak szalone. A Helenie udało się uciec w chaosie. (…)

Joanna Świtajska 13 lat, 6B, SP 7

SP nr 7 Sopot

Fantazja – kraina dla wszystkich (marzeń)

Każdy człowiek ma jakieś marzenia. Mogą to być pragnienia z dzieciństwa lub dotyczące kariery czy życia osobistego. Wierzymy w nie, mamy nadzieję, że się spełnią. Ale, niektórzy ludzie przygnieceni przez szarą rzeczywistość, porzucają swoje najgłębsze marzenia i fantazje. Co się wtedy dzieje z tymi ,,wyrzutkami’’? A co ze spełnionymi i czekającymi na spełnienie pragnieniami?

Wyobrażam sobie wielką Krainę Marzeń. Jest ich tam całe mnóstwo. Wytrawnemu obserwatorowi najpierw rzucają się w oczy te szare, które porzucono, i które teraz pozostają nieufne i przemykają pod ścianami, jak maltretowane psy. Są tutaj również marzenia spełnione. Mają wszystkie kolory tęczy, lśnią i latają radośnie. Marzenia, które dopiero czekają na spełnienie są złote. Od czasu do czasu, jeśli osoba, która je marzy ma wątpliwości, pojawiają się na nich znaki zapytania. W tych trudnych chwilach latają na wszystkie strony i wiją się jak małe węże. Gdy człowiek ostatecznie decyduje się je porzucić, stają się szare i smutne, a kiedy wszystko poszło dobrze iskrzą się wszystkimi kolorami tęczy.(…)

Maria Kwit

zespół Szkół nr 3 Sopot

Z życia wzięte: ,,Człowiek nigdy nie jest sam”

 

Mam na imię Kasia. Skończyłam 15 lat. Mieszkam w Gdyni. W mojej pracy chciałabym pokazać, że w naszym życiu zawsze znajdą się osoby, które okażą się dobrymi przyjaciółmi i będą chciały nam pomóc.

Miałam dość trudne dzieciństwo. W domu ciągle były kłótnie, a na mnie nikt nie zwracał uwagi. Czułam się niechciana. Wiele razy słyszałam z ust matki dużo krzywdzących słów w moim kierunku, które do dziś niepokoją. Byłam bardzo nerwowa. Kiedy poszłam do przedszkola, nie bawiłam się z innymi dziećmi, tylko płakałam w kącie nawet przez kilka godzin. Moi rodzice wyjechali do Ameryki, a ja zamieszkałam u babci. Pomimo tego, że czułam się u niej bezpiecznie i bardzo przywiązałam się do jej osoby, cały czas brakowało mi matki. Uważam, że najpiękniejszym uczuciem jest matczyna miłość, której ja, niestety, nigdy nie zaznałam. Patrzyłam z zazdrością na inne rodziny, które wraz ze swoimi dziećmi radośnie spędzały czas. Na okrągło zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego oni mogą być szczęśliwi, a ja nie?”. Kiedy miałam dziewięć lat, moja mama wróciła do Polski. Był maj, zatem zbliżał się Dzień Matki, z którego ogromnie się cieszyłam. Myślałam, że będzie to najlepsze święto w moim życiu, a jednak okazało się inaczej. Dałam jej kwiatka, a ona na moich oczach go wyrzuciła. Zaczęłam strasznie płakać, czułam do niej nienawiść. Zamknęłam się w sobie, nie miałam do nikogo zaufania. Mimo tego, że fizycznie byłam zdrowa, moja psychika z każdym dniem słabła. (…)

Martyna Klocek 13 lat , Klasa 6b

Zespół Szkół nr 3

„Inny nie znaczy gorszy”

Sopot, 2012

Mam na imię Martyna i chodzę do szkoły sportowej. Cała nasza klasa ma wspaniałe osiągnięcia. Często spotykamy się, aby pograć w koszykówkę, siatkówkę, a nawet wspinać się po skałach, lecz naszym ulubionym zajęciem jest pływanie. Wszyscy bardzo dużo trenujemy, ale i tak nadal potrzebujemy dobrego zawodnika, który wesprze naszą drużynę.Niedawno, wychowawczyni poinformowała nas o dołączeniu do naszej klasy nowego ucznia. Po tej wiadomości zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądał nasz nowy kolega. Czy będzie wysoki i dobrze zbudowany, ponieważ w pływaniu bardzo ważne są predyspozycje fizyczne. Dobra sylwetka to połowa sukcesu. Przez kilka dni, na przerwach, rozmawialiśmy o „nowym”. Nie mogliśmy o nim zapomnieć. Zakładaliśmy się o to jak będzie miał na imię. Gdy nastał dzień, w którym nowy uczeń miał przybyć do szkoły, wszyscy czekaliśmy w napięciu, aby poznać kolegę. Tego dnia byliśmy poddenerwowani, a kiedy otworzyły się drzwi, do sali weszła wychowawczyni i jakiś chłopiec. Młodzieniec utykał na jedną nogę i podpierał się kulą. Miał bardzo ciemną karnację i blond włosy. Jego wielkie niebieskie oczy patrzyły wesoło na klasę. Miał bardzo rozbudowane ramiona, które nie pasowały do jego smukłej sylwetki. Wychowawczyni powiedziała, że chłopiec ma na imię Kamil. Utykając, dotarł do wolnej ławki i powoli zajął miejsce. Na lekcji wychowania fizycznego, Kamil miał zajęcia indywidualne. Wszyscy się dziwili, dlaczego nie ćwiczy z całą klasą. Następnego dnia, na treningu, trenerka wyjaśniła nam, że Kamil trenuje w domu z rodzicami. (…)

Agnieszka Śliwińska 16 lat, klasa III

Gimnazjum Sportowe nr 3 w Sopocie

Świat idealny, czyli jaki?

Rzeczywistość kobiet w Syrii jest tragiczna. Niepewność  życia codziennego, przytłacza i pobudza do niegodnych myśli. Tracą świadomość swego bytu i istnienia. Taką afrykańską kobietą byłam ja, Alli. Od początku wojny straciłam ojca, męża oraz dalsze kuzynostwo. Zostałam sama. Każdego dnia czułam żal oraz smutek po stracie najbliższych. Wychodząc na zewnątrz ubolewałam nad rozżalonymi kobietami, czekającymi na  wiadomość o synach, rozwianych jak wiatr po kraju. Ich twarze były zapłakane oraz wysuszone przez afrykańskie słońce. Oczy były nieobecne, jakby przezroczyste. Pewnego dnia, również zostałam osobą o nieobecnej twarzy, gdyż okrutni, wstrętni i obrzydliwi żołnierze, wyrwali mojego dziesięcioletniego syna z domu. Wrzeszczałam, przeklinając armię. W uszach cały czas brzmiał głos dziecka: „ Pomocy , mamo uwolnij mnie stad”. Mój jedyny syn był taki malutki, niepozorny. Niecałe metr czterdzieści pięć wzrostu, kręcone włosy po mężu i charakterystyczne, ogromne brązowe oczy, migocące jak gwiazdy na niebie. Zawsze radosny i uśmiechnięty, po porostu szczęśliwy. Jednak po śmierci jego ojca, wszystko się zmieniło. Uświadomił sobie, co oznacza wojna oraz, jakie są jej konsekwencje. Z jego twarzy zniknął uśmiech, a w oczach pojawiła się chęć zemsty. Czułam taka sama bezradność, wobec tego, co przyniesie przyszłość. Miałam myśli, że zawiodłam jako matka i żona. (…)

Błażej Rudziński 14 lat, klasa 2 gimnazjum

Zespół Szkół nr 3 Sopot

„Szkoła to nie tylko miejsce dla rywalizacji”

Sopot, 2014

Szkoła to miejsce gdzie przede wszystkim uczymy się i spotykamy kolegów. Niektórzy twierdzą, że jest to miejsce tylko i wyłącznie dla rywalizacji pomiędzy sobą. Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, a poniżej postaram się przedstawić dlaczego.

Szkoła to nie tylko miejsce rywalizacji. Spotykamy tam swoich kolegów i zawiązujemy nowe znajomości. Gdzie wszyscy poznali swoich przyjaciół, jak właśnie nie w szkole? Niewiele jest takich miejsc, gdzie spędzalibyśmy tyle czasu z rówieśnikami.

Oczywiście w szkole występuje rywalizacja, na przykład wtedy, kiedy każdy stara się mieć jak najlepsze stopnie, czy jak najlepsze wyniki w sporcie. Występuje też pomiędzy klasami, na przykład podczas meczów piłki nożnej, albo koszykówki. Jednakże, taka rywalizacja to także współpraca, bo cała klasa działając wspólnie chce zwyciężyć inną, aby pokazać jej, że jest lepsza. Gdy się to nie udaje, to prowadzi to do jeszcze większej integracji grupy i chęci pokonania przeciwnika. (czasami może prowadzić to również do frustracji) Natomiast, jeśli uda się zwyciężyć, to daje to ogromną satysfakcję, integruje graczy i motywuje jeszcze bardziej do współdziałania. (…)

Magdalena Kurdziel

Zespół Szkół nr 3 Sopot

Moim zdaniem przyjaźni nie można zdefiniować. Bez niej ludzie odczuwaliby pewną

pustkę w sercu. Każdy potrzebuje przyjaciela, aby go zaskakiwał, pomagał w potrzebie, pocieszał

w żalu, wybaczał błędy, rozumiał bez słów i powodował promienny uśmiech na twarzy. Wielu

ludzi poznaje przyjaciół już w piaskownicy. Tak też było ze mną.

Pewnego letniego dnia samotnie bawiłam się na placu zabaw. Nie miałam przy sobie

żadnych zabawek, więc szybko zrobiło mi się nudno. Kiedy miałam zamiar już wracać do domu,

podeszła do mnie dziewczynka z kolorową piłką w ręku. Była ubrana w różową sukienkę i białe

sandałki. Po dłuższym zastanowieniu powiedziała:

-Cześć, jestem Natalia, a ty jak się nazywasz?

-Hej, mam na imię Magdalena, ale wszyscy mówią mi Magda - niepewnie odrzekłam.

-Jesteś tu sama? - zapytała. (…)

Zofia Szczekocka, 10 lat, Klasa IVa

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi Nr 1 w Sopocie

Święto ulicy Kasprowicza w Sopocie

Już od wielu lat na ulicy przy której mieszkam, pod koniec czerwca odbywa się organizowane przez mieszkańców Święto ulicy Kasprowicza. Co prawda w Sopocie kilka ulic ma już swoje święto, ale zapewniam, że ulica Kasprowicza była pierwsza.

Na kilka tygodni przed imprezą pod drzewem przy wejściu do lasu odbywa się spotkanie organizacyjne, na którym wszyscy sąsiedzi ustalają dokładny termin święta, jego temat i przydzielają obowiązki mimo, że od lat niektóre osoby odpowiedzialne są za te same zadania.

W dniu spotkania wszyscy wcześnie rano zaczynamy przygotowania. Dzięki temu, że nasza ulica jest „ślepa” i nie ma na niej dużego ruchu, łatwo ją zamknąć i świętować na całej szerokości. Panowie wystawiają grille oraz specjalnie wykonane na tę okazję stoły; wieszają transparent z napisem: „ŚWIĘTO ULICY KASPROWICZA” oraz balony, które zawsze dmucham ja z moim rodzeństwem. Synowie sąsiadów rozstawiają nagłośnienie, a panie wieszają dekoracje i ustawiają kwiaty na stołach. (…)

Tytus Zwolak , 16 lat, 3B

Gimnazjum Sportowe Nr 3 w Sopocie

Marmoty, niedźwiedzie i hodowcy koki - sprawozdanie z podróży

Raz na dwa lata, podczas wakacji, jeździmy z mamą do Ameryki Północnej, do mojej cioci, która mieszka w stanie New Hampshire. Często planujemy wycieczki, zwiedzamy wiele miejsc i podziwiamy piękno, jakie oferuje nam przyroda oraz kultura ludzi różnych narodowości.  Tym razem celem naszej podróży była Kalifornia. Siostra mojej mamy zakupiła kilka przewodników, które dokładnie przeczytała i natrafiła w nich, między innymi, na informacje dotyczące marmotów (amerykański odpowiednik świstaka), żyjących w górach Sierra Nevada. Stworzenia te są największymi osobnikami, należącymi do gatunku wiewiórek. Na wiosnę, po przebudzeniu ze snu zimowego, zdarza się, że przegryzają rurki z płynem chłodniczym w samochodach, co uniemożliwia dalszą jazdę. Płyn ten jest trujący dla człowieka ale na nie działa wręcz jak afrodyzjak. Wizja auta ze zniszczonym systemem chłodniczym w środku puszczy, gdzie komórki nie mają zasięgu, przeraziła moją ciocię. Ja

natomiast byłem wprost zachwycony możliwością spotkania górskich świstaków. W dalszych rozdziałach dowiedzieliśmy się, że są to tereny niedźwiedzi czarnych. Na szczęście nie są one tak niebezpieczne jak niedźwiedzie grizzly, które obecnie występują tylko w Kanadzie i Parku Yellowstone. (…)

Michał Bartosiak, 15 lat, Klasa 2a

Gimnazjum Zespół Szkół nr 3 Sopot

"Zwierzęta i ludzie"

Londyn, 6 kwietnia, 2014 r.

Cóż za wspaniale spędzone dni! Można by rzec, że jedne z najlepszych w moim życiu. Zero szkoły, zero stresów! W końcu wakacje! Uwielbiam ten czas, i z utęsknieniem czekam na dzień, w którym będę mogła wyjechać do swojej babci i kuzynów na wieś. Bardzo lubię tam przebywać i opiekować się tamtejszymi zwierzętami, których jest cała masa. Są tam nie tylko zwierzęta hodowlane, ale też psy, koty, króliki i małe słodkie myszki, a ja kocham wszystkie zwierzęta! Lubię tu przyjeżdżać, ponieważ jest to jedyne miejsce, w jakim mogę się uwolnić od tego całego Londyńskiego gwaru i pośpiechu. Ostatnie dni na tej farmie były chyba najlepszymi, jakie przeżyłam od wielu lat, a jestem tu co roku. Robiłyśmy wreszcie, rzeczy, których babcia wcześniej nie pozwalała nam robić, bo jak mówiła "Jesteście za młode". Na wsi w wieku 16 uzyskuje się taką jakby pełnoletniość. Przestaje się być "kontrolowanym" i można robić, co się zechce, ale ma się też swoje obowiązki. Ja od zawsze lubiłam pomagać i satysfakcjonowała mnie ciężka praca, ale dla mojej kuzynki Niki było to coś potwornego. Ona tu mieszkała, a i tak ja robiłam większość rzeczy o wiele szybciej i lepiej, a do tego przy tym nie marudziłam. Kuzynka zawsze się cieszyła gdy do niej przyjeżdżałam i tym razem nie było inaczej. Nie dość, że się bardzo lubiłyśmy, to jeszcze mogła trochę odpocząć, bo jej praca była dzielona między nas na połowę. O tym, że te dni będą wspaniałe przekonałam się tuż po przyjeździe. (…)

 

O nas...

Młodzieżowy Dom Kultury w Sopocie jest publiczną placówką wychowania pozaszkolnego.

Czytaj więcej

Kadra

W MDK pracuje grono osób mających wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą.

Czytaj więcej

Osiągnięcia

Osiągnięcia uczestników zajęć MDK Sopot.

Czytaj więcej

Kontakt z nami

Młodzieżowy Dom Kultury
Al. Niepodległości 763
81-838 Sopot
Tel.: 58 551 41 31
Fax: 58 551 43 78
email: This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Jesteś tutaj: Strona główna > Nasze pracownie > Aktualności > Fragmenty prac Laureatów Etapu Literackiego